Ten dzień zacząłem całkiem całkiem. Udało mi się co-nieco posprzątać, umyć się, zjeść śniadanie, podładować empetrzy i wyjść z mieszkania. Zauważyłem, że wieje trochę za bardzo, ciut za bardzo. Jesień się pogłębia, kałuże schnąć nie chcą. Od listopada podobno nie będę mógł palić w kawiarniach. No cóż, może w koncu rzucę. Bo gdzie mam niby palić jak nie w kawiarniach.

Podobno coś się ostatnio działo w polityce, ale nie będę o tym pisał, bo niewiele mnie to obchodzi.

Poczytałem chwilę „Dzikie Palmy” Faulknera a teraz słucham The Hollies i się wzruszam. Próbuje zrobić tak, żeby popołudnie było miłe, ale jest mi ciężko, bo podczas weekendu muszę zrobić sporo i nie mogę przestać o tym myśleć. Ale może zaraz się uda.

Bardzo ładne:

The road is long
With many a winding turn
That leads us to who knows where
Who knows where
But I’m strong
Strong enough to carry him
He ain’t heavy, he’s my brother

Reklamy
%d blogerów lubi to: