Nie pamiętam jak zaczęła się moja przygoda z Adamem Astonem. Wiem jednak, że od dłuższego czasu towarzyszy mi on w bardzo wielu chwilach. Bo Adam to potrafił. Potrafił śpiewać ciepło i szczerze. Potrafi mnie wzruszyć (np. „Skrzypkiem”), pobudzić wyobraźnię („Opium”), doskonale sprawdza się też jako towarzysz wieczorów, które spędzam w mieszkaniu, paląc papierosy, przeglądając stare zdjęcia, sącząc rozwodnioną, czarną kawę.

Był samorodnym talentem wokalnym. Miał słuch absolutny. Śpiewał w Chórze Warsa u boku Tadeusza Faliszewskiego i Tadeusza Sasa-Jaworskiego. Wcześniej brał udział w wojnie polsko-sowieckiej (zaciągnął się jako ochotnik).

Po wybuchu Drugiej Wojny Światowej chwile występował we Lwowie. Potem znów się zaciągnął (2 Korpus Armii generała Andersa) i występował w Teatrze Wojskowym. Brał czynny udział w walkach o Monte Cassino, w 1946 w Mediolanie dokonał pierwszego nagrania „Czerwonych Maków pod Monte Cassino”.

Przypisuje mu się autorstwo tekstu jednego z moich ulubionych (zarazem obok „Warszawo, moja Warszawo” też wykonaniu Astona) utworów o stolicy – „Piosenki o Warszawie”.

Znał Tolę Mankiewiczówne, znał Mirę Zimińską, kogo on nie znał. Hah, rozmarzam się zawsze trochę gdy o nim myślę.

Jest trochę takim moim bohaterem, dlatego pojawia się tu po raz kolejny, tym razem bez żadnego opowiadania, bo trochę boję się pisać  opowiadania do jego piosenek. Miłego słuchania!

 

 

Adam+Aston

Reklamy

Adam Aston – Ani Ty, Ani Ja

Październik 2, 2011

Polski walc na bezsenność. Polski walc dobry na wszystko. Ale przede wszystkim na bezsenność. Adam Aston czarodziejem przedwojennym był.

Jestem ciekaw ile osób w tym mieście, poza mną, niedzielną noc spędza kontemplując sobie niespiesznie przy akompaniamencie przedwojennych polskich szlagierów. To całkiem miłe, muszę powiedzieć. Szczególnie przy przewlekłej bezsenności. Kto kiedyś przeżył, taką przewlekłość, ten wie. Wszystko jest zamglone nieco. Nie pracuje się wtedy dobrze, ale dobrze słucha się starych piosenek. Wydają się takie bliskie. Odpływam i czuję się, jakbym wczoraj w nocy był na koncercie Astona i wydaje mi się to takie realne, cudownie realne. Wyobrażam sobie go na scenie, paraliżującego wszystkich swoim głosem. Wyobrażam sobie przedwojenne warszawianki. Są piękne, zdecydowanie nie mniej piękne, niż te powojenne. Kokietuje. Kokietują. Kokietujemy. Wyobraźnia to najfajniejsza zabawka świata.

Niedziela moim dniem wyobraźni. Niedziela dniem bez wychodzenia po zmroku. Tylko fotel, muzyka, czasem papieros i katalog marzeń oraz wyobrażeń, którymi żongluje sobie do późna, aż nie zasnę uszczęśliwiony. Jestem jak ten Indianin z załączonego obrazka.

W ogóle to ten walc zasługuje na jakiś bardziej rozbudowany i polotem przepełniony wpis, ale cóż. Nie podołam. Zostawiam to Waszej wyobraźni.

 

W niedzielę, 23.01, będziemy mieli przyjemność puszczania starych – warszawskich i nie tylko – piosenek na slamie poetyckim organizowanym w 90 rocznicę urodzin Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Młodzi poeci-slamerzy będą prezentować swoje interpretacje wierszy Baczyńskiego, a najlepszą wybierze publiczność. To wszystko w Śnie Pszczoły: na poziomie dolnym Slam Baczyński, na poziomie górnym my i nasze stare piosenki. Wejście free, zapraszamy.

Z tej okazji Adam Aston i jego przedwojenna piosenka o Warszawie. Zacznę od gitary, bo gitara w tym utworze to poezja. Może nie jest to Django Reinhardt, ale też nie o technikę czy wirtuozję mi chodzi. Po prostu gdy słucham pierwszej minuty „Warszawo, moja Warszawo”, utworu z 1932, mam wrażenie, że skomponował go ktoś kto znał przyszłość. Gitara ma w sobie tę specyficzną, przepełnioną zwątpieniem, ale i dumą,  melancholię, która – jak mi się wydaje – cechowała utwory skomponowane po wrześniu 1939 roku, czy nawet późniejsze. Dziwność istnienia. Coś w stylu „zniszczyliście mi miasto, zniszczyliście mi życie, ale ja jestem dalej, stoję tu i gram na gitarze”.

No i wokal Astona. Myślę, że nie muszę komentować. Nie próbuję sobie nawet wyobrażać emocji towarzyszących osobie, która słuchała „Warszawo, moja Warszawo” widząc zniszczone już miasto.

Nie chcę powtarzać szkolnych sloganów, ale naprawdę ważnym jest, by pamiętać. Nie chodzi nawet o czczenie wspomnień, ale o uczenie się z doświadczeń innych niż swoje własne. To trudne, ale ważne – być świadomym.

Moja pamięć historyczna jest ściśle powiązana ze starymi piosenkami, może nie jest to najlepsza metoda na poznawanie przeszłości, ale tak już mam, że po przesłuchaniu „Warszawo, moja Warszawo”, czuję się jakbym przeczytał „Powstanie 44′” Davisa i więcej mi nie trzeba, by przez najbliższych kilka miesięcy być „świadomym”.


%d blogerów lubi to: