Byłem niedawno na filmie „Martha Marcy May Marlene”. John Hawkes zaśpiewał w nim starą piosenkę Jacksona Franka.

+++

Każdego wieczoru oglądał to zdjęcie, nie mogąc uwierzyć, że umarła. Codziennie, zaraz po zjedzeniu kolacji rytualnie się zamęczał. Od dwóch lat zacięcie, niestrudzenie, żałośnie kłócił się z rzeczywistością, licząc, że jeśli będzie robił to odpowiednio długo, w końcu uda mu się ją zmienić.

Znali się od podstawówki. Była jedną z nielicznych pięknych dziewczyn w jego małej mieścinie. Nie raz się bił w obronie jej dobrego imienia, bądź by przed nią się popisać. Wszyscy mali chłopcy byli w nią zapatrzeni, on postanowił sobie, że będzie zapatrzony bardziej od innych. Ona jednak wytrwale nie nawiązywała kontaktu z żadnym z nich. Tłumaczył do sobie na różne sposoby, z reguły przykre. Mieszkał w starym, przypegieerowym domu wielorodzinnym, jej rodzice mieli ogromną posesję na obrzeżach miasteczka. Była cicha i była wzorową uczennicą. On trzy razy powtarzał szóstą klasę.

W liceum udało mu się kilka razy z nią porozmawiać. Nie była niemiła, ale też nie okazywała mu żadnego zainteresowania. Każde jej słowo przyjmował z wielkim napięciem, lecz wydawało mu się, że gdy on mówi, ona znika, ucieka gdzieś wewnątrz swojej głowy, do świata, który budowała przez wiele lat, do którego on nigdy nie będzie miał dostępu.

Po szkole średniej ich drogi się rozeszły. Mu udało się dostać na pielęgniarstwo w większym mieście. Nie do końca był pewien, czemu wybrał ten kierunek, ale mówił sobie, że nic nie dzieje się bez powodu. Z resztą lubił pomagać ludziom, a ambicji wielkich nie miał. Pracować, mieć gdzie mieszkać i co jeść, dbać o bliskich, to mu wystarczało. I jeszcze muzyka. Od małego grał na gitarze, ale się z tym krył. Czasem dawał się namówić, by zagrać coś na jednej z rodzinnych uroczystości, ale poza tymi wypadkami nigdy nie występował publicznie i nie potrzebował tego. Zbierał też płyty z rock n rollowymi oraz bluesowymi nagraniami. Dźwięk muzyki granej z winyli pomagał mu się relaksować.

Na praktyki wrócił do rodzinnej mieściny. Wspomnienia zbombardowały go, gdy został wysłany jako pomoc przy pacjentce do wielkiego jednorodzinnego domu na obrzeżach miasteczka. Od jej matki się dowiedział, że zostało jej pół roku, że jej stan jest bardzo ciężki i że potrzebuje niemalże całodobowej opieki. Powiedziała też, że myślała by do pomocy wziąć jakąś dziewczynę, ale dowiedziała się, że on jest pielęgniarzem, że ma praktyki, a przecież uczyli się razem z jej córką i że córka często o nim ciepło mówiła.

Spędził w jej pokoju pół roku. Czasem zabierał ją na spacer. Parę razy nawet zagrał jej na gitarze. W dalszym ciągu nie mówiła wiele i sprawiała wrażenie nieobecnej, ale zdarzały się moment że patrzyła się na niego w skupieniu, jakby chciała go zapamiętać, uwiecznić, wziąć na pamiątkę, uśmiechała się wtedy przyjaźnie a on cały się czerwienił.

Pewnego dnia, gdy przyszedł do niej, miała muzykę rozkręconą na cały regulator i skakała po pokoju niemalże w samej bieliźnie. Krzyczała do niego żeby robił zdjęcia pokazując na stary aparat położony na szafce przy drzwiach. Nie wiedział czy powinien jej słuchać czy ją uspokoić. W końcu zaczął robić zdjęcia. Trwało to przez jakieś 10 minut, potem do pokoju wbiegła matka, wyłączyła muzykę i kazała mu wyjść. Nie pozwoliła mu już przychodzić więcej.

Po dwóch tygodniach ona umarła. Nie przyszedł na pogrzeb, bał się spojrzeń jej rodziny, bał się widoku jej trumny. Bolało go, że  nie mógł z nią być w ostatnich dniach. Zachorował. Dzień po pogrzebie dostał list. Gdy przeczytał dane nadawcy jego ciało przeszyły dreszcze. W kopercie było jedno zdjęcie i karteczka z napisem: dziękuję.

zdjęcie z: http://www.starsinhands.blogspot.com/

Reklamy

Pola miała 15 lat, żyła z matką i siostrą w jednej z powiślańskich kamienic. Matka mówiła do niej, że jest małą kurwą, bo znikała na całe noce. Sąsiadki mówiły o niej „mała kurwa”, bo uważały, że zachowuje się jak matka. Ona czasem nie zwracała na to uwagi, a czasem płakała w ukryciu. Zdarzało się też, że po prostu szła się upić.
Były wakacje, koniec lipca, wieczór gorący, parny, lepki. Koło godziny 19.00 wykradła matce z bieliźniarki, w której to matka chowała pieniądze, 10 złotych i niezauważona wyszła z mieszkania. Pod kamienicą czekali chłopcy. Dwóch młodszych i jeden w jej wieku.

– Ile można czekać?!

– A gdzie Ci się tak kurwa śpieszy?

– Gotówkę masz?

– Raczej!

Z tym w jej wieku już się całowała, ale nie chciała robić nic więcej, bo uważała że jest za młody i za bardzo przeżywa. Wystarczyło, że złapała go za kolano, a już cały drżał i się czerwienił. Było to słodkie, ale jej nie kręciło. Młodsi plątali się z nimi i dokuczali. Nie rzadko coś broili i trzeba było ich ratować. Wszyscy byli biedni i dobrze się czuli w swoim towarzystwie, wspólnie marnotrawiąc czas, pijąc, ćpając i dyskutując od czasu do czasu o przyszłości.

– To kup fajki. Masz cycki, Rysiek z nocnego ci sprzeda. Tu masz jeszcze dychę, będzie na cztery browary.

Tomek, czyli ten w jej wieku, był strasznie zazdrosny. Gdy tylko poszła do sklepu zaczął wspominać wieczór z przed tygodnia, gdy Pola spławiła go, by zostać sam na sam z młodym – choć i tak kilka lat od nich starszym – barmanem, którego poznali błąkając się po parku przy Agrykoli. Nie podobał mu się. Był za schludnie ubrany, zbyt pewny siebie i co najważniejsze – sprawił, że Pola chciała zostać z nim sam na sam. Tomek wolał nie myśleć co robili, gdy zostali sami, a całą agresję, która nagromadziła się w nim w związku z tą sytuacją wyładowywał na Poli.

Pola też wspominała wieczór z przed tygodnia idąc do sklepu.  Odtworzyła sobie wszystko od początku. Błąkanie się po parku, chowanie przed Strażą Miejską, pub na otwartym powietrzu. Nie było żadnych klientów. Piotr – barman – nie wyrzucił ich. Pozwolił trochę posiedzieć, nalał coś do picia. Dużo mówił o książkach i o filmach, Pola widziała, że chce jej zaimponować. Widziała też, że Tomka traktował z góry i że Tomek, gdyby tylko mógł, rozbiłby mu butelkę na głowie. Podobała jej się ta sytuacja. Nie obchodziło jej co mówił Piotr, ale wpadł jej w oko. Gdy ona coś opowiadała, słuchał w skupieniu i ani razu jej nie ocenił. Potem zamknął pub i zaproponował, że ich odprowadzi. Tomek kręcił nosem, ale Pola się zgodziła, więc nie miał nic do powiedzenia. Szedł parę kroków za nimi zły i zawiedziony. Kilka razy krzyczał do nich, że już idzie bo ma coś do zrobienia, ale po minucie znów był parę kroków za nimi, nie mogąc się pogodzić z swoją bezsilnością.

Gdy dotarli pod kamienicę Poli, dziewczyna poprosiła Piotra, by usiadł na krawężniku i poczekał chwilę a sama poszła porozmawiać z Tomkiem. Powiedziała mu, że ma jej nie śledzić i że mógłby w końcu iść zająć się sobą, bo chce być sama, na co Tomek wyzwał ją od dziwki i obrażony poszedł do domu. Pola wróciła do Piotra, wzięła go na korytarz na trzecim piętrze, z którego przez okno wskoczyli na dach przybudówki. Był wschód słońca. Przez chwilę mówił jej miłe rzeczy, potem zaczął całować – najpierw szyję, potem w usta. Ściskał jej niewielkie piersi i pocierał ją delikatnie dłonią między nogami. Nie trwało to jednak długo. Po jakiś piętnastu minutach ktoś zaczął walić w okno przez które wskoczyli. „Tu nie można być! Uciekaj stamtąd mała kurwo! Ale już!” – krzyczała jedna z sąsiadek, stara baba, która akurat wyprowadzała swojego jamnika na spacer. Piotr szybko zapiął spodnie, do których przed chwilą próbował skierować dłoń Poli, pocałował ją w policzek i gdy tylko baba się usunęła wskoczył z powrotem do środka i zbiegł na dół.

Pola przez chwilę myślała „może zadzwoni…”, ale przecież nawet nie zostawiła mu numeru. Po chwili też wskoczyła do środka i wróciła do mieszkania. Matka akurat wstała i wyzwała ją kilka razy od złodziejki, lecz Pola nie przejęła się, wskoczyła szybko do łóżka i od razu zasnęła.

– Potrzymaj te piwa przecież nie będę ich za was niosła!

– Oj tam, oj tam!

– Gdzie dzisiaj idziemy?

– Co za różnica, po prostu chodźmy już stąd.

%d blogerów lubi to: