Długo nie mogła zrozumieć jego decyzji. Znali się od małego. Gdy byli nastolatkami dużo razem podróżowali, imprezowali, w liceum chodzili do jednej klasy. Prawdziwi przyjaciele. Wydawało się jej, że zna go na wylot i zabolało ją bardzo, gdy nagle niemalże całkowicie straciła z nim kontakt.

Wszystko zaczęło się w połowie studiów, gdy jego dziewczyna zginęła w wypadku. Piotr nie mógł się z tym pogodzić, ale Magda była przekonana, że mimo jego wrażliwości, prędzej czy później się z tym upora. Gdy pierwszy raz wyjechał z kraju na kilka miesięcy, wydawało jej się, że podczas podróży odreaguje cały ból, który się w nim skumulował i że wszystko wróci do normy. Nie stało się tak. Można powiedzieć, że Piotr już w ogóle nie wrócił, przynajmniej nie do końca. Przyjeżdżał do Polski tylko po to, by przez pół roku harować przy dorywczych pracach i zarabiać na kolejne podróże. Ciężko było się z nim porozumieć, nie chciał o niczym opowiadać.  Gdy pytała się, czy dalej chodzi o jego zmarłą dziewczynę, odpowiadał: „teraz już nie tylko o nią”, czego Magda kompletnie nie rozumiała.

Lata mijały. Magda już dawno skończyła z spontanicznymi wyjazdami, szaleńczymi imprezami, przypadkowymi znajomościami. Skończyła też studia i poznała faceta, z którym planowała ślub. Nie zapomniała jednak o Piotrze i starała się wyłapywać momenty, gdy wraca do Warszawy, spotykać się z nim i wymieniać tych kilka, za każdym razem podobnych, tajemniczych zdań. Miała nadzieje, że w końcu się złamie i opowie jej wszystko. Również współczucie nie pozwalało jej uwolnić się od myślenia o nim. Przerażała ją samotność, którą wybrał. Choć zdarzało się też, że podczas swojego ułożonego życia zazdrościła mu wolności, z której jak jej się wydawało, w pełni korzystał.

Odpowiedź pojawiła się dosyć niespodziewanie. Pewnego dnia, pierwszy raz od wielu lat sam do niej zadzwonił. Powiedział, że podczas dwudniowego służbowego wyjazdu do Krakowa miał wypadek, że nie wyjdzie ze szpitala przez najbliższy miesiąc i poprosił ją o przesłanie mu jego rzeczy. Wytłumaczył jej gdzie ma ukryte zapasowe klucze do warszawskiego mieszkania i podał adres. Odpowiedziała, że nie ma sprawy. Podekscytowała się. Wyszła wcześniej z pracy i od razu pojechała do mieszkania Piotra.

Nie mogła się powstrzymać, zaczęła przeszukiwać wszystkie szafy, szuflady, pułki, koszyki. Obróciła jego mieszkanie do góry nogami. W końcu znalazła to czego szukała – kilkanaście grubych notatników schowanych w skrzyni na balkonie. Wzięła pierwszy z brzegu i zaczęła czytać:

12.04.2001, Dublin

Aron McCormac i Evelyn Jones, 21 i 19 lat; w związku od roku; zginęli w wypadku samochodowym.

kilka stron dalej:

08.12.2002, Tokyo

Kenjiro Daishi, 28 lat, rzucił się z mostu po nakryciu swojej dziewczyny na zdradzie.

Magdę przeszły dreszcze. Czytała dalej i dalej i dalej. Minęła noc. Nad ranem miała już połowę zeszytów za sobą. Piotr prowadził kronikę tragedii miłosnych z całego świata. To koiło jego ból, zapełniało pustkę. Poświęcił kilkanaście lat na podróżowanie i słuchanie, wyszukiwanie historii, spisywanie. Kilkadziesiąt tysięcy notatek. Praga, Rosario, Atlanta, Londyn, Valencia, Petersburg. Samobójstwa, wypadki, zdrady, choroby. Każdy przypadek zanotowany w ten sam, prosty sposób. Data zdarzenia, imię i nazwisko, wiek, zwięzły opis. Był tylko jeden zeszyt, który różnił się od pozostałych. Jako jedyny miał piękną, skórzaną oprawę i folię ochronną. W nim Piotr zapisywał przypadki chłopaków, których dziewczyny zginęły w identyczny sposób jak jego. Każdy przypadek numerował. Było ich osiemset czterdziestu ośmiu. A przy niektórych nazwiskach dopisany numer telefonu.

Photo from: http://www.shorpy.com/

Reklamy

Eartha Kitt – C’est Si Bon

Wrzesień 26, 2011

Słucham i widzę:
Blichtr. Trochę czaru, ale bez przesady. Sala balowa. Piękne suknie tańczą. Muzycy grają francuskie szlagiery. Szwedzki stół dyskretnie objadany. Poncz, lokaje, kilku upitych współczesnych sarmatów. Mały Książe (czyli zwykły, acz nieco ponad normę przystojny i całkiem rozpieszczony chłopiec, jakich wielu) siedzi w kącie i rozmyśla o swoim popędzie.

Chciałby poderwać jedną z tańczących sukni, ale chciałby też porozmawiać z jakąś mądrą kobietą. Nie wie czego chce bardziej. Najbardziej to by chciał to połączyć, ale ma złe doświadczenia. Jak podrywa, to nie potrafi być sobą i nie ma przyjemności z rozmowy (poza lekko podłechtanym ego). A jak jest sobą, to za bardzo się skupia na rozmowie i nic nie wychodzi z seksu. Przyjaźń wychodzi.

Dziś to chyba nic mu nie wyjdzie. On nie lubi bankietów. Szwedzkich stołów, ponczu, lokajów. Tylko te suknie tańczące go czasem kuszą, jak małe diabełki, i przestaje być sobą wtedy. Chyba nie dojrzał jeszcze do powiedzenia: halt. Do łąki, do lasów, do świeżego powietrza. Do bycia sobą i seksu po mądrej rozmowie. Do chodzenia rano w dresach po świeże pomidory, szczypiorek i ciepłe pieczywo. Do spokoju. Miasto go zassało. Zassały go obowiązki i odpowiedzialności. Zapomniał czym jest prawdziwa przyjemność. Wymienił ją na odreagowywanie.

Może dziś z tym skończy? Kto wie…

C’est Si Bon

zdjęcie z :http://www.shorpy.com

%d blogerów lubi to: