Jest noc i nie pada. Piotr leży i słucha bluesa. Marzy sobie starając się bardzo, by marzenia jak najbardziej realne były i na faktach się opierały i z wspomnieniami przeplatały. Bo poznał kogoś przez duże „K” i chciałby wymarzyć sobie coś co się stanie. Coś co będzie, a nie nie będzie, jak deszcz, który dziś nie pada. Tak trochę jak Bessie Smith, która leżała i czekała, leżała i śpiewała. Piotr wprawdzie nie umie śpiewać, ale dobrze mu idzie słuchanie, więc zasłuchuję się w bluesie, który najlepszy jest na dolegliwości takie jak samotność czy zauroczenie.

W każdym razie Piotr jest całkiem szczęśliwy dnia tego, bo pierwszy raz od dawna nie myśli o złych rzeczach, nie planuje grzechów, nie spowiada się przed sobą z tych już popełnionych, nie błąka się bez celu po mieście nocą, tylko leży i spokojny jest, choć jakoś wewnętrznie drgnięty; z emocjami swoimi rozmawia, z którymi to kontaktu od dawna nie miał i zażywa muzykę wszystko to ułatwiającą.

– Kolejny domek z kart pora budować zacząć. – rzekł w stronę gramofonu i ucieszył się, że Bessie Smith się z nim zgodziła.

 

Reklamy

Piotr leżąc zapijał paluszki zimnym mlekiem i analizował ostatni weekend. Albo inaczej, dla odmiany – leżę i zapijam paluszki zimnym mlekiem analizując ostatni weekend. Najchętniej napisałbym kolejne staropiosenkowe opowiadanie, w które wplótłbym kawałki swoich ostatnich przeżyć i przemyśleń (z naciskiem na przeżycia), ale niestety to nie jest jeden z tych cudownych dni, gdy z łatwością przychodzi mi zamienianie Bartosza na Piotra czy innego Tomasza, Warszawy na np. Barcelonę, a roku 2012 na dajmy na to 1956.

Mój dobry przyjaciel mawia (oczywiście z przymrużeniem oka), że nie ma Boga – jest punk rock. Parafrazując go mógłbym dziś powiedzieć – nie ma weny, jest punk rock. Albo chociaż post punk. Na pocieszenie.

The Scientists zdecydowanie pomagali my, gdy między kobietą A, a kobietą B zastanawiałem się, czy to wszystko ma sens i czy przypadkiem nie powinienem już zacząć nosić koszulki z napisem „brak godności”. Słuchając ich miałem wrażenie, że jeszcze nie jest tak źle i że brak kontroli, to tylko jeden z elementów tymczasowego, zimowego obniżonego samopoczucia. Tak czy siak, z punk rockiem czy bez, doszedłem do wniosku, że pora się trochę wstrzymać. Jak tu się zakochać, robiąc ciągle złe rzeczy. A kiedyś trzeba. Czasem trzeba.

Więc walentynki spędziłem kulturalnie, w towarzystwie zaprzyjaźnionej, planującej już ślub pary, partycypując w grze planszowej „Osadnicy”. Czułem się nieco autystycznie, ale było miło i – co najważniejsze – po tej nocy nie będę musiał przeprowadzać rozmów pedagogicznych z własnym sumieniem.

Ale może już starczy tych głupot. Scientists wystarczą, są przyjemni. A za jakiś czas dalszy ciąg audycji i kolejne utwory w ramach „ścieżki dźwiękowej do nieszczęść wszelakich”.

1. Riley Puckett – Altoona Freight Wreck

2. Carlos Gardel – Por Una Cabeza

3. Chet Baker – Born To Be Blue

4. Adam Aston – Zakochany Złodziej

5.  Lena Horne –  I Wish I Was Back In My Baby’s Arms

6. Suzanne Langille & Loren Mazzacane – Horses Blues

7. Skip James – Devil Got My Woman

Image

%d blogerów lubi to: