W niedzielę, 23.01, będziemy mieli przyjemność puszczania starych – warszawskich i nie tylko – piosenek na slamie poetyckim organizowanym w 90 rocznicę urodzin Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Młodzi poeci-slamerzy będą prezentować swoje interpretacje wierszy Baczyńskiego, a najlepszą wybierze publiczność. To wszystko w Śnie Pszczoły: na poziomie dolnym Slam Baczyński, na poziomie górnym my i nasze stare piosenki. Wejście free, zapraszamy.

Z tej okazji Adam Aston i jego przedwojenna piosenka o Warszawie. Zacznę od gitary, bo gitara w tym utworze to poezja. Może nie jest to Django Reinhardt, ale też nie o technikę czy wirtuozję mi chodzi. Po prostu gdy słucham pierwszej minuty „Warszawo, moja Warszawo”, utworu z 1932, mam wrażenie, że skomponował go ktoś kto znał przyszłość. Gitara ma w sobie tę specyficzną, przepełnioną zwątpieniem, ale i dumą,  melancholię, która – jak mi się wydaje – cechowała utwory skomponowane po wrześniu 1939 roku, czy nawet późniejsze. Dziwność istnienia. Coś w stylu „zniszczyliście mi miasto, zniszczyliście mi życie, ale ja jestem dalej, stoję tu i gram na gitarze”.

No i wokal Astona. Myślę, że nie muszę komentować. Nie próbuję sobie nawet wyobrażać emocji towarzyszących osobie, która słuchała „Warszawo, moja Warszawo” widząc zniszczone już miasto.

Nie chcę powtarzać szkolnych sloganów, ale naprawdę ważnym jest, by pamiętać. Nie chodzi nawet o czczenie wspomnień, ale o uczenie się z doświadczeń innych niż swoje własne. To trudne, ale ważne – być świadomym.

Moja pamięć historyczna jest ściśle powiązana ze starymi piosenkami, może nie jest to najlepsza metoda na poznawanie przeszłości, ale tak już mam, że po przesłuchaniu „Warszawo, moja Warszawo”, czuję się jakbym przeczytał „Powstanie 44′” Davisa i więcej mi nie trzeba, by przez najbliższych kilka miesięcy być „świadomym”.


Słowo tańcem się stanie. Tak jak obiecywaliśmy – 29 października, czyli w najbliższy piątek zagramy dla Was pierwszą staropiosenkową imprezę w warszawskim Śnie Pszczoły (ul. Inżynierska 3) .

Zrobimy wszystko byście nie chcieli schodzić z parkietu aż do rana. Z resztą sami lubimy się dobrze bawić i wić się oraz skakać za didżejką, więc sobotę ustanawiamy Państwowym Dniem Odpoczynku Po Starych Piosenkach.

Moje stawy trzeszczą z zniecierpliwienia.

Do informacji oraz plakatu dołączam świetny cover „Don’t give it up now” (Lyres) nagrany przez szalonego Question Marka i jego Mysterianów.  Zaszaleli chłopaki!

 

 

Robb London – Gloria

Wrzesień 23, 2010

Świetny cover, tyle na wstępie powiem. Podoba mi się nawet bardziej niż Gloria w wykonaniu Them.

To musi być bardzo miłe – tańczyć do tego utworu z jakąś kobietą. Obejmować ją, kołysać się powoli, rytmicznie. Muszę kiedyś spróbować. Tylko niech ktoś to gdzieś puści.

Dużo słońca ostatnio w Warszawie. Przyjemnie w taką pogodę spacerować słuchając starej muzyki. Czas wtedy powoli płynie. Slow motion. Świat staje się przyjemnie przerysowany. Wszystko to jeden, wielki oldskulowy teledysk. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, nawet stanie przez 40 minut w kolejce w supermarkecie, by kupić batona czekoladowego i kefir. A to dzięki słuchawkom za 19 złotych, starej empetrójce i odrobinie słońca. Szczęście ostatnio potaniało.

W czwartki jestem zazwyczaj nieco zmęczony, więc kończę i wracam do picia kawy i palenia papierosów.

A, zagram dla Was 29 października (piątek) w Śnie Pszczoły (warszawska praga). Mam nadzieję, że wpadniecie. Będzie staro, ale żywiej i żwawiej niż tutaj. Przypomnę jeszcze jak plakat będzie gotowy.

%d blogerów lubi to: