Shirley Bassey – Goldfinger

Wrzesień 26, 2010

Moja ulubiona z „Bondowych” piosenek na niedzielę. Słucham właśnie i dreszcze mnie przechodzą równo.

Jak pewnie większość młodych chłopaków, bardzo kiedyś chciałem być tajnym agentem (może dalej chcę?). Filmy o Bondzie zawsze oglądałem z wypiekami na twarzy i czekałem do końca napisów, by dowiedzieć się jak będzie się nazywała kolejna część. Gdy 007 leciał na jedynce miałem święto.

Może nie jest to wspomienie którym należałoby się chwalić, ale przypomniało mi się teraz, jak jakieś dwa lata temu, gdy byłem w dość kiepskim stanie duchowym, zrobiłem sobię bondową noc, która polegała na tym, że zamknąłem się w mieszkaniu z butlą wódki i chlałem pod kolekcję bondowych title songów. I to był błąd. Dinah Washington, Shirley Bassey, Tina Turner i cała reszta w połączeniu z alkoholem to gwarancja zapaści emocjonalnej. Po dwóch godzinach chowałem się za kanapą i udawałem, że strzelam do niewidzialnych wrógów, a po czterech leżałem na podłodze i płakałem śpiewając „From Russia With Love”. Przypomniało mi się jak będąc malcem zakochałem się w Tani Romanowej. Poczułem się samotny i niespełniony jak nigdy.

Wracając do dzisiaj i do „Goldfinger”, to czuję się całkiem dobrze, słucha mi się świetnie i marzy przyjemnie. Miłego niedzielnego wieczoru życzę.

Reklamy
%d blogerów lubi to: