Mel Torme – Gloomy Sunday

Wrzesień 12, 2010

Zastanawiałem się chwilę czy zamieszczać ten utwór dziś na blogu. W końcu jest niedziela, a on pasuje na ścieżkę dźwiękową do samobójstwa. I jest o samobójstwie. Ale jakby na to nie patrzeć jest też o miłości. No i interpretacja Mela Torme wydaje mi się najmniej przygnębiającą. Wręcz odnajduje w niej coś pogodnego. Jakby na to nie patrzeć – jest piękna.

Zauważyłem też, że przez to, że ‚melancholijnej’ muzyki słucham dużo i od dawna – nie pogarsza ona mojego nastroju. Po prostu bardzo lubię takie utwory. Są według mnie subtelne i mocne zarazem, wierzę we wszystkie emocje o których wokalista czy wokalistka śpiewa (i te które rozpoznaje w ich głosie), zachwycam się siłą pojedynczych nut wygrywanych na pianinie, wirtuozerską i nonszalancką zarazem grą na trąbce czy saksofonie, hipnotyzującą perkusją.

I nie przygnębiającym, a wzruszającym i oczyszczającym przeżyciem jest dla mnie słuchanie w niedzielę, gdy leżę pod kocem i popijam gorącą czekoladę, historii tragicznej miłości z przed wielu lat, ciągle aktualnej, trafiającej do mnie – a wręcz uderzającej mnie, brzmiącej tak, jakby wydarzyła się wczoraj.

Reklamy
%d blogerów lubi to: