Moja ulubiona ścieżka dźwiękowa. Opowiedział mi o niej kiedyś jedyny nauczyciel, którego lubiłem i szanowałem zarazem. Powiedział, że Miles był bardzo zakochany w Jeanne Moreau. I że nie mógł zostać we Francji, a ona nie chciała wyjeżdżać do Stanów. I że to było wtedy, gdy Malle poprosił go o ścieżkę do „Windą na szafot” (jeden z moich ulubionych filmów tak by the way). I cierpiący Miles zgodził się i nagrał najsmutniejszą, najbardziej przepełnioną emocjami muzykę świata. Bardzo lubię tę historię miłosną. A muzykę z tego filmu kocham.

Zdaża się czasem, że gdy nie mogę zasnąć – albo gdy po prostu nie chcę spać -, włączam ten soundtrack, siadam w oknie i gapię się na miasto paląc papierosy. Szczególnie przy „Generique” lubię tak siedzieć. Czuję się wtedy jakby czas stanął w miejscu. Myślę o Jeanne Moreau, która jest według mnie ideałem aktorki. Kobiety też.

Myśląc gapię się na chodnik – o 3 w nocy jestem w stanie uwierzyć, że zaraz pojawi się, że zobaczę ją jak wychodzi zza rogu, że wyciągnie papierosa a ja w pośpiechu ubiorę jeansy, koszulę i płaszcz i rzucę się by jej go zapalić.

Ciężko mi opisać, jak działa na mnie ta muzyka. Jest magiczna. Jest piekielnie sugestywna. Ona nie potrzebuje słów, ona działa bezpośrednio na emocje, trafia prosto do serca omijając mózg.

Deszczowa pogoda. I wieje. Schroniłem się w kawiarni i refleksjuje się. W kawiarni jest ciepło i przyjemnie. Deszczowa pogoda jest ok z perspektywy kawiarni.

W ogóle to lubię pisać w kawiarniach. Zazwyczaj piszę w kawiarniach. W sumie to nawet nie wiem, czy jestem w stanie pisać poza kawiarniami.

Mam słuchawki na uszach i słyszę Cheta Bakera. Ładniejszego trębacza świat nie widział. I ten głos… I te teksty… I ta biografia…

I guess i’m luckier than some folks
i’ve known the thrill of loving you
but that alone is more
than i was created for
’cause i was born to be blue

Trochę brak mi słów dzisiaj. Albo po prostu trudno mi się skupić na pisaniu słuchąc Cheta. Dochodzi do mnie „’cause i was born to be blue” i zaczynam gapić się tępym spojrzeniem na krople deszczu za oknem, na pałac kultury, na neony, ogłoszenia, ludzi z parasolkami, na samochody w korkach, na kałuże coraz większe na latarnie na wszystko i na nic. Zawieszony. Czujący, ale nie myślący. Popiół na papierośnie rośnie i rośnie. Potem spada mi na spodnie. Otrząsam się, strząsam go i wracam do pisania. A za chwilę znów „’cause i was born to be blue”…

Kawiarnie powinny być całodobowe.

%d blogerów lubi to: