Jimi Hendrix – Gypsy Boy

Grudzień 29, 2013

– Stary, od 15 lat handluje bronią, a ty pierdolisz mi o złamanym sercu i jakimś jebanym kieszonkowym, które przegrałeś na wyścigach. To jest nic, zrozum. Twoim kredytom przybędzie parę zer, zapewne przez dupy, wtedy poklepię cię po ramieniu dla otuchy. Ale na dzień dzisiejszy wszystko u ciebie dobrze, zrozum.

– Nie chciałem cię obrazić, coś ostatnio jest ze mną nie tak. Sypię się. Dlatego chciałem iść z tobą na kawę, zawsze umiałeś postawić mnie do pionu.

– Albo płaciłem twoje długi.

– To było dawno i dlatego teraz mi głupio nawet gdy próbujesz postawić pierdoloną kawę. Wiele się zmieniło od tamtego czasu. Wiem,  że po głupotach, które pieprzyłem przed chwilą może być ci ciężko w to uwierzyć, ale próbuje teraz normalnie żyć.

– Normalnie?

– Słuchaj, jechałem ostatnio z takim taksówkarzem, typowy Andrzej, zwykły koleś próbujący przeciułać jakoś życie. I Andrzej opowiedział mi prostą historię. Tydzień wcześniej wiózł starą kurwę, „z tyłu liceum z twarzy muzeum” jak to określił. Gadał z nią trochę i z biegu rozmowy wywnioskował, że namawia go na „usługę”. Wtedy taksówkarz pomyślał: „No cholera, spuściłbym się, ale cały dzień jeździłem na tych pierdolonych sto złotych”. I odpuścił sobie. Prosta, poczciwa myśl. Odpuścił. Wiem, że to głupie stary, ale to dało mi do myślenia. Wszystkie te lata, tysiące takich stówek. Gdyby w mojej głowie pojawiała się za każdym razem prosta, poczciwa myśl „zostaw sobie tych sto złotych, nie wypierdalaj ich w błoto”.

– To zostań kurwa taksówkarzem.

– Dobrze wiesz o co mi chodzi. Albo właśnie nie wiesz, bo masz inaczej w bani poukładane. Dla ciebie to wszystko jest proste, bo jesteś systematyczny, masz zimną krew, głowę do interesów i jasno wytyczone cele. Jedyny moment w życiu, gdy obsrałeś na chwilę swoją pracę, to pogrzeb matki. I nie wkurwiaj się, bo dobrze wiesz, że tak jest. Odkąd jej nie ma, nie ma na świecie nic co byłoby w stanie cię wzruszyć bądź rozproszyć. Jesteś maszyną. Albo inaczej – jesteś zawodowcem. Ja nim nigdy nie byłem. Łapałem się wszystkiego po trochu. Raz w prawo, raz w lewo, raz legalnie raz nielegalnie, nigdy nie mogłem się zdecydować. A jednocześnie żyłem jakbym konsumował amerykański sen – w jednym wielkim oszustwie, bo Służewiec to nie pierdolone Churchill Downs, a kasyno w Domu Chłopa to nie Las Vegas. Warszawa przeżuła mnie i wypluła i mam jej to za złe, choć wiem że to samo zrobiłoby ze mną każde inne miasto. Mam tego dosyć. Jak mam się zarzynać, to chociaż robiąc coś uczciwego i z czystym sumieniem.

– Dobra, zawsze sprawiałeś pewne problemy. Ale rodzina to rodzina. Masz rację, mam inaczej w bani poukładane, nigdy nie zrozumiem twoich pierdolonych humorów, „stanów emocjonalnych” jak to nazywasz, ale też nigdy nie zostawiłem cię samego, a nie raz już dotykałeś jedną ręką grobu. I moje postępowanie w tej kwestii nie zmieniło się ani trochę po śmierci matki. Coś uczciwego, z czystym sumieniem? Ale co? Wybaczyłem ci ćpanie i hazard, mimo że twoje problemy odbijały się też na mnie, wybaczyłem ci wiele innych rzeczy, ale nie wybaczę ci jak zostaniesz frajerem. I wcale nie uważam uczciwej pracy za frajerstwo, nawet nie próbuj tak na mnie patrzeć. Uważam twoje rozumienie uczciwej pracy za frajerstwo. Zapraszasz mnie na kawę, opowiadasz jakieś kocopoły o kobiecie, która nie chce ci dać dupy, o pieniądzach których nie masz i o taksówkarzu, którego nie stać na kurwę i co, oczekujesz że ci przyklasnę i powiem: świetnie, o to chodzi w życiu bracie!?

– Nic nie oczekuje. Wyprowadzam się.

– Cudownie, dokąd?

– Do Przemyśla.

– I co takiego odmieniającego życie mają w Przemyślu? Czy może twój sposób na czyste sumienie to szmuglowanie szlugów?

– Jest tam Julia, praca się znajdzie.

– Teraz słuchaj uważnie. Spróbuje ci to wybić z głowy, tylko raz, muszę to zrobić bo jestem twoim bratem. Powiedz mi, ile razy w życiu zaufałeś dupie?

– Nie wiem, kilka?

– Pierdolisz.

– Kilkanaście.

– I ile razy ci to wyszło na dobre?

– Ani razu. Ale to przeze mnie…

– Ani razu. I nie chce słuchać żadnych pierdolonych „ale”.

– Ile razy się przeprowadzałeś i ile razy próbowałeś uczciwej pracy?

– Może tym razem się uda…

– Ile?

– Dobrze wiesz ile. Zbyt wiele razy. Ale nie mam już innych pomysłów. Nie wiem co robić.

– Powiem ci co masz zrobić. Jutro o 6.00 rano będziesz na złomowisku, wiesz którym. Jest dla ciebie robota. A teraz ścieraj gile i idź do domu się wyspać. Koniec tematu.

Starszy brat wstał, podszedł do baru, zapłacił rachunek i wyszedł. Młodszy siedział jeszcze chwilę i sączył zimną kawę. Potem wrócił do domu.

 

FSA/8a34000/8a344008a34421a.tif

Reklamy

– Widzisz, pokazałam twoje opowiadanie redaktorce.

– I co?

– Źle. Mówi, że od czasu gdy pierwszy raz cię czytała nic się nie rozwinąłeś. A kilka lat minęło.

– Ech, co ja poradzę, że od kilku lat w tym kraju nic się nie zmieniło.

– Gówno prawda Piotrze. Dobrze wiesz, że to w twojej bani nic się nie zmieniło.

– Popracuję nad tym.

Pocałowałem ją w policzek i wsiadłem do samochodu. Wkurwiła mnie, bo miała rację. Czy to naprawdę aż tak widać? Myślałem, że jak ukryje to przed sobą, to inni też nie będą widzieć. Stara bajka. Biedny Piotruś, zdolny Piotruś, leniwy Piotruś. Setki książek i filmów o takich Piotrusiach, którzy zawsze kończyli tak samo. Robili trochę szumu wokół siebie w młodości, by na starość, jeśli dożyli, skończyć w jakiejś klitce, albo w przytułku, bez przyjaciół i bez osiągnięć, bez miłości i z żalem do świata. Czy jestem aż tak słaby, by nie potrafić wstać rano, zrobić sobie śniadania i zacząć czegoś robić, czegokolwiek? Nie jestem, przecież kiedyś się udawało. Co za gówno. Nawet refleksje mam takie same jak 6 lat temu.

Podjechałem pod supermarket. Ledwo otworzyłem drzwi od samochodu w tej wichurze, pogoda była fatalna. Splunąłem z kierunkiem wiatru i wbiegłem do sklepu.

Najpierw warzywa, przecież mam teraz zdrowiej się odżywiać. Idę i czytam etykiety. Czosnek z Chin, oliwki z Hiszpanii, pomidory skądś tam. Serio? Chyba za mało czytam gazet, bo przeoczyłem moment w którym wycofano z marketów polskie warzywa. Teraz jestem zły podwójnie. Na siebie i na rząd, albo na siebie i na korporacja, a może na siebie i na media? Sam nie wiem, ale ktoś tu musiał zawinić, może wszyscy na raz, a może znów ja zawiniłem wpierdalając przez ostatnie lata gówno, nie interesując się w ogóle tym co kupuje, biorąc to co mi podsuwają pod nos? Przeszedł mnie dreszcz od tej myśli, bo poczułem się przez chwilę jak ekoterrorysta. Choć nie powinienem, bez przesady. Chęć zjedzenia polskiej włoszczyzny to jeszcze nie terroryzm.

Pora na mleko. Mleko polskie jest, bardzo się cieszę. Biorę to z krótkim terminem przydatności, ślepo wierząc w to, że będzie naturalniejsze. Zatęskniłem przez chwilę za mlekiem prosto od krowy, po które biegałem do gospodarstwa niedaleko działki, będąc szczylem, z pustą butelką po coli. Najprawdziwsze wiejskie mleko, jeszcze ciepłe, z butelki po Coca Coli. To było coś.

Jajka jakiś dziwny rozstrzał cenowy. Od 4 zł za 10 sztuk po 15 zł za 6 sztuk. O co kurwa chodzi, złocą te droższe czy co? Ach, wolny wybieg, wszystko jasne. Pewnie, że chciałbym zjeść jaja od bezstresowo wychowywanych kur, ale czemu są takie kurwa drogie? Z resztą, wiadomo, z tym bezstresowym chowem różnie wychodzi, biorę tańsze tym razem.

Teraz najtrudniejsze chwilę. Jak znaleźć mięso, które ma w sobie więcej niż 60% mięsa? Oczywiście o bezstresowo chowanych świnkach nie mam co marzyć, z resztą pewnie takie mięso kosztowałoby więcej niż nowy samochód. Czytam etykiety i znów się wkurwiam. Wina Tuska? Wina żydów? Wina Zielonoświątkowców? Gówno prawda, pewnie moja wina jak za każdym razem. Odpuszczam sobie dziś mięso, mimo że je uwielbiam.

Tracę powoli cierpliwość, bezrefleksyjnie wrzucam do koszyka pierwszy lepszy makaron. Zatrzymuje się na chwilę przy stoisku z gazetami. Jest Smoleńsk, jest Madzia, jest Piłsudzki i Dmowski, jest nowy kochanek starej aktorki. Nigdzie nie ma nic o parówkach drobiowych, w których jest 50% drobiu.

Wróciłem do domu, zrobiłem sobie jeść. Gdy leżałem wieczorem byłem z siebie trochę dumny, a trochę przerażony. Udało mi się kolejnych kilka godzin nie myśleć o sobie. A przede mną przecież jeszcze skrzynka mailowa, Facebook, Instagram. Znów zasnę spokojny.

 

tumblr_mvtfomcs621sghwhso1_500

%d blogerów lubi to: