Skip James – Crow Jane

Listopad 23, 2013

Gdy skończyłem przygotowania usiadłem na chwilę i zastanowiłem się jeszcze raz. Była dumna i okrutna, ale dopuściła mnie do siebie na tyle, bym mógł powiedzieć, że spędziłem z nią najlepsze chwile życia. Mimo tego muszę to zrobić – albo właśnie dlatego muszę to zrobić. Matko Boska, gdy się poznawaliśmy nawet by mi to przez myśl nie przeszło. Wpadła na mnie goniąc autobus, drobna i nieuczesana, z podkrążonymi oczami, ubrana niechlujnie. Zwyzywała mnie od najgorszych, po chwili przeprosiła bo zrobiło jej się głupio. Zaprosiłem ją na kawę a ona powiedziała: „Teraz to już mi wszystko jedno”.

Miała wtedy chłopaka. Pamiętam jego wielkie pięści spadające na moją twarz, gdy przyłapał nas razem w swoim własnym mieszkaniu, w swoim własnym łóżku. On powinien zrobić to, co zrobię dziś ja. Mam mu za złe, że nie miał do tego jaj. W każdym razie tamtego dnia uciekła do mnie i opatrzyła mi rany. Gdy wycierała krew z mojej twarzy byłem przekonany, że już jej nie stracę. Kto by pomyślał, że można być tak głupim.

Gdy rok później przyłapałem ją w swoim łóżku z jakimś mizernym studentem nie rzuciłem się na niego. Stałem i gapiłem się na nich.

– Mam na imię Piotr.

– T-tomek. – wyjąkał student.

– Mam do ciebie prośbę Tomku. Ubierz się i wyjdź, zabierz ją ze sobą. Oddasz mi wielką przysługę.

Ona się nie odezwała. Wyglądała nawet na trochę złą, że dziś nie będzie miała komu wkładać tamponów do nosa.

Nie ma było już czasu na rozmyślania. Wstałem i zebrałem przygotowane na stole przedmioty. Stanąłem przed lustrem. Podobałem się sobie. Zainwestowałem w nowy garnitur, kupiłem też kapelusz, użyłem najlepszych perfum. Uśmiechnąłem się do siebie i wyszedłem.

Puk Puk.

– Kto tam?

– Piotr.

– Miałeś tu nie przychodzić…

– Przyniosłem ci coś. Wyjeżdżam z Polski i chciałem żebyś miała po mnie pamiątkę.

Przekręciła klucz w zamku i otworzyła. Podniosłem powoli lewą rękę, chciałem by wyglądało to jak w filmie, ale byłem tak zestresowany, że dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że pistolet mam w prawej. Zamieniłem ręce, musiało wyglądać to groteskowo. Patrzyła na mnie pytająco, wiedziałem że nie potrafiłbym jej tego wyjaśnić więc nic już nie mówiłem, strzeliłem. Odleciała do tyłu, zatrzymała się dopiero na regale z książkami. Krew ciekła jej z małej dziurki w czole, spływała strużką obok nosa, zahaczając o usta, dalej w dół. Z salonu wbiegł przerażony hałasem student. Pomyślałem, że kiedyś mi podziękuje. Wyszedłem.

gly

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: