Regina Pisarek – Bądź, Po Prostu Bądź

Wrzesień 26, 2012

Piotr był emerytowanym detektywem, który ostatnią sprawę rozwiązał dobrych 15 lat temu, Ania była studentką. Mieszkali na tym samym piętrze starej kamienicy przy Filtrowej. Piotr miał już dosyć pokaźny brzuch, zakola i bujny wąs. Głowę miał kwadratową, twarz dosyć kościstą, pokrytą drobnymi bliznami, usta wyschnięte i popękane. Większość czasu spędzał w mieszkaniu. Potrafił cały dzień nie ruszać się z kanapy, tępo gapiąc się w telewizor, paląc papierosa za papierosem, popijając tanią whisky. Ściany miał obwieszone zdjęciami z dawnych lat, gdy był jednym z sławniejszych detektywów stolicy. Na jednym z nich, oprawionym w złotą ramkę, była młoda, uśmiechnięta i machająca do obiektywu kobieta. Piotr, wyjmując sytuacje gdy był zalany w trupa, omijał to zdjęcie szerokim łukiem. Ale nie zdejmował go.

Ania była wysoka i szczupła. Czarne włosy sięgały jej do łopatek. Ciemno niebieskie, duże i nieco zapadnięte oczy dawały jej twarzy nieco melancholijny wyraz. Do Warszawy przyjechała z Białegostoku. Była aktywną dziewczyną. Studiowała dwa kierunki, dorabiała, imprezowała. Nie miała jednak zbyt wielu bliskich znajomych, tak przynajmniej wnioskował Piotr, bo rzadko ktoś ją odwiedzał.  Mijali się czasem na klatce schodowej:

– Dzień dobry.

– Dzień dobry.

Nic więcej. Przypominała Piotrowi kobietę ze zdjęcia, dlatego zazwyczaj jej unikał. Jednocześnie nie mógł powstrzymać się przed wyciszaniem telewizora, w godzinach w których spodziewał się jej powrotu do mieszkania. Nasłuchiwał wtedy, liczył kroki, wyobrażał sobie jej gesty. W weekendy potrafił budzić się w środku nocy, jakby instynktownie, by po chwili usłyszeć dobiegający z klatki schodowej dźwięk szpilek Ani wracającej z imprezy. Nieraz próbował wypędzić ją z głowy, zapić, uwolnić się, nigdy to mu się jednak nie udało. Był skazany na tę trzymaną w tajemnicy obsesję, która sprawiała, że pragną ją poznać,  jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że nie może o niej wiedzieć więcej niż ile stopni pokonuje przed dotarciem do swojego mieszkania.

Był 27 września pewnego roku, sobota. Piotr obudził się w środku nocy. Czekał. Minęło pół godziny, nie usłyszał żadnego dźwięku. Lekko się zaniepokoił. Przez chwilę próbował znów zasnąć, ale wiedział, że to się nie uda. Zrzucił nogi z łóżka i wsunął stopy w kapcie. Zapalił światło, spalił papierosa. Wstał i narzucił szlafrok. Wyszedł na ciemną klatkę schodową. Od chłodnego powietrza wyskoczyła mu gęsia skórka na starej, pomarszczonej skórze. Było cicho, słyszał dziwny szum, zapalił światło. Spod drzwi mieszkania numer 62, mieszkania Ani, wyciekała wąską stróżką woda. Piotr wziął głęboki oddech i nacisnął klamkę – drzwi były otwarte. Poszedł za stróżką wody, otworzył drzwi od łazienki. Ania leżała w wannie. Dwie rany postrzałowe. Klatka piersiowa i środek głowy. Twarz Piotra nie zmieniła wyrazu. Nie drgnął. Myślał.

„Stary pierdzielu, nie rozwiązałeś żadnej sprawy od 15 lat.”

„Stary pierdzielu, w co ty się pakujesz.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: