John Hawkes – Marcy’s Song (Jackson C. Frank)

Kwiecień 7, 2012

Byłem niedawno na filmie „Martha Marcy May Marlene”. John Hawkes zaśpiewał w nim starą piosenkę Jacksona Franka.

+++

Każdego wieczoru oglądał to zdjęcie, nie mogąc uwierzyć, że umarła. Codziennie, zaraz po zjedzeniu kolacji rytualnie się zamęczał. Od dwóch lat zacięcie, niestrudzenie, żałośnie kłócił się z rzeczywistością, licząc, że jeśli będzie robił to odpowiednio długo, w końcu uda mu się ją zmienić.

Znali się od podstawówki. Była jedną z nielicznych pięknych dziewczyn w jego małej mieścinie. Nie raz się bił w obronie jej dobrego imienia, bądź by przed nią się popisać. Wszyscy mali chłopcy byli w nią zapatrzeni, on postanowił sobie, że będzie zapatrzony bardziej od innych. Ona jednak wytrwale nie nawiązywała kontaktu z żadnym z nich. Tłumaczył do sobie na różne sposoby, z reguły przykre. Mieszkał w starym, przypegieerowym domu wielorodzinnym, jej rodzice mieli ogromną posesję na obrzeżach miasteczka. Była cicha i była wzorową uczennicą. On trzy razy powtarzał szóstą klasę.

W liceum udało mu się kilka razy z nią porozmawiać. Nie była niemiła, ale też nie okazywała mu żadnego zainteresowania. Każde jej słowo przyjmował z wielkim napięciem, lecz wydawało mu się, że gdy on mówi, ona znika, ucieka gdzieś wewnątrz swojej głowy, do świata, który budowała przez wiele lat, do którego on nigdy nie będzie miał dostępu.

Po szkole średniej ich drogi się rozeszły. Mu udało się dostać na pielęgniarstwo w większym mieście. Nie do końca był pewien, czemu wybrał ten kierunek, ale mówił sobie, że nic nie dzieje się bez powodu. Z resztą lubił pomagać ludziom, a ambicji wielkich nie miał. Pracować, mieć gdzie mieszkać i co jeść, dbać o bliskich, to mu wystarczało. I jeszcze muzyka. Od małego grał na gitarze, ale się z tym krył. Czasem dawał się namówić, by zagrać coś na jednej z rodzinnych uroczystości, ale poza tymi wypadkami nigdy nie występował publicznie i nie potrzebował tego. Zbierał też płyty z rock n rollowymi oraz bluesowymi nagraniami. Dźwięk muzyki granej z winyli pomagał mu się relaksować.

Na praktyki wrócił do rodzinnej mieściny. Wspomnienia zbombardowały go, gdy został wysłany jako pomoc przy pacjentce do wielkiego jednorodzinnego domu na obrzeżach miasteczka. Od jej matki się dowiedział, że zostało jej pół roku, że jej stan jest bardzo ciężki i że potrzebuje niemalże całodobowej opieki. Powiedziała też, że myślała by do pomocy wziąć jakąś dziewczynę, ale dowiedziała się, że on jest pielęgniarzem, że ma praktyki, a przecież uczyli się razem z jej córką i że córka często o nim ciepło mówiła.

Spędził w jej pokoju pół roku. Czasem zabierał ją na spacer. Parę razy nawet zagrał jej na gitarze. W dalszym ciągu nie mówiła wiele i sprawiała wrażenie nieobecnej, ale zdarzały się moment że patrzyła się na niego w skupieniu, jakby chciała go zapamiętać, uwiecznić, wziąć na pamiątkę, uśmiechała się wtedy przyjaźnie a on cały się czerwienił.

Pewnego dnia, gdy przyszedł do niej, miała muzykę rozkręconą na cały regulator i skakała po pokoju niemalże w samej bieliźnie. Krzyczała do niego żeby robił zdjęcia pokazując na stary aparat położony na szafce przy drzwiach. Nie wiedział czy powinien jej słuchać czy ją uspokoić. W końcu zaczął robić zdjęcia. Trwało to przez jakieś 10 minut, potem do pokoju wbiegła matka, wyłączyła muzykę i kazała mu wyjść. Nie pozwoliła mu już przychodzić więcej.

Po dwóch tygodniach ona umarła. Nie przyszedł na pogrzeb, bał się spojrzeń jej rodziny, bał się widoku jej trumny. Bolało go, że  nie mógł z nią być w ostatnich dniach. Zachorował. Dzień po pogrzebie dostał list. Gdy przeczytał dane nadawcy jego ciało przeszyły dreszcze. W kopercie było jedno zdjęcie i karteczka z napisem: dziękuję.

zdjęcie z: http://www.starsinhands.blogspot.com/

Jedna odpowiedź to “John Hawkes – Marcy’s Song (Jackson C. Frank)”


  1. Jak to wyglądało? Pani Katarzyna rozmawiała lub modliła się z in­nymi i nagle się wyłączała – zapatrzona w jakieś miejsce zaczęła prze­mawiać. Mówiła o kapłanach, upominała o przyjmowaniu Komunii świętej na klęcząco – nie stojąco. Trzy godziny przedtem nie jeść, o poprawie życia ludzi, gdyż w przeciwnym razie ludzie zostaną ukarani itd. Nie zauważyłem nic, co by było podpadające i niezgodne z nauką Kościoła, tak mi się wydawało – nie studiowałem wypowiedzi. Gdy chodzi o ekstazy, to nie byłem świadkiem wielu – ile ich było, dziś nie wiem. Czy mówiła coś o mnie lub do mnie? Tak. Przede wszyst­kim, gdy chodziło o budowę nowego kościoła we Frydku. Że ja mam budować. Mówiła więcej razy – jeden raz gdy byłem z nimi tj. panią Katarzyną, z panią Martą i z panem Płonką we Frydku (zimą). Nie wiedziałem jak to wykonać i do dziś nie wiem jak mogłem to zrobić. Przeszkoda – miejsce – na terenie diecezji katowickiej – a więc musia­łaby być zgoda Księdza Biskupa Bednorza. Z nim rozmawiała pani Katarzyna przy pani Marcie i panu Płonce – wspominali moją oso­bę, ale z jego strony nie było reakcji. Mnie nie wypadało wspominać, mówić, bo powiedziałby – a co ciebie to obchodzi lub jeszcze gorzej. Tym bardziej, że jego zdanie o pani Katarzynie początkowo było nie najlepsze, a potem się zmienił, ale nigdy – przypuszczam – nie był cał­kiem za, stał raczej z boku. Moja sprawa była tym bardziej niemożli­wa, gdy zostałem w 1982 roku przeniesiony do Wrocławia, a potem w 1983 roku na Święty Krzyż. Przyjeżdżałem do pani Katarzyny mało – dwa, trzy razy w roku. Daleko. Brak okazji. Także nie miałem oka­zji być przy niej tuż przed śmiercią. Nie dowiedziałem się też zdania – opinii jej na temat Frydku i mojej osoby z tym związanej. Kościół za­częto budować. Biskup posłał księdza jeszcze za jej życia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: