Hank Levine & The Blazers – Midnight

Grudzień 5, 2011

Siedział w kawalerce i pielęgnował swoje szaleństwo. Jak zwykle była noc i jak zwykle z nikim się nie spotkał. Praktykował samotność od ponad roku i czuł się z tym świetnie, nie licząc subtelnego pragnienia śmierci od czasu do czasu. Na imię miał Piotr, jakby to miało jakieś znaczenie, lat miał dajmy na to trzydzieści.

W kawalerce Piotr miał bogactwo bezwartościowych rzeczy – stary, zbyt głośno tykający zegarek, puszki po herbacie, suszarkę do prania zbudowaną z metalowych wieszaków, kalendarz z 1981 roku (przypominający mu o tym, kiedy się urodził), sztalugę, której używał jako wieszaka, gdyż wieszaki robiły za suszarkę. Dietę Piotr miał dosyć pospolitą – chleb, ser, pomidory, makaron. Pił dużo kawy i nie rozstawał się z papierosami. Ściany od dymu miał żółte, płuca czarne, twarz bladą a oczy zamglone.

W drzwi Piotra rzadko ktokolwiek pukał, czasem jakieś liczników spisywanie. Był jednak wyjątek, który go niezwykle irytował. W każdy piątek o godzinie 22.30 do jego drzwi dobijała się Kobieta. Piotr jej nie znał i nie chciał znać, w końcu praktykował samotność. A ona nieznudzona i niestrudzona, kierowana nieznaną mu motywacją, wytrwale, co tydzień, sterczała przez piętnaście minut pod jego mieszkaniem.

Kobieta w piątki o 22.00 kończyła swoją kelnerską zmianę. W pośpiechu się ubierała i wracała do domu. A mieszkała nad Piotrem. Czasem widziała go przez okno, jak blady wychodził po chleb, pomidory, makaron, papierosy. Czasem słyszała muzykę, którą puszczał. Przedostawała się do jej mieszkania rurami, kaloryferem, balkonem. Bardzo jej się podobała ta muzyka, chciała mieć trochę na własność. Wtedy zawsze po pracy  (której nie nienawidziła, ale która wprawiała ją w obojętność, co uważała za jeszcze gorsze), zaraz po zdjęciu butów i zrzuceniu kurtki, kładłaby się na kanapie i słuchała, słuchała, słuchała, podrygiwała stopami, paliła papierosy.

Kiedyś postanowiła, że nie da sobie spokoju, dopóki go nie pozna, dopóki nie zdobędzie tych utworów. W piątki po pracy zatrzymywała przy jego drzwiach i pukała. Stało się to rutyną. Jak pranie i zmywanie, jak zakupy, jak wstawanie do pracy w tygodniu nie wstawanie w weekendy. Co tydzień odbębniała swoich piętnaście minut pod mieszkaniem Piotra. Potem szła do siebie, brała prysznic, kładła i czekała na muzykę. Z rur, kaloryfera, podłogi, balkonu.

***

A „Midnight” pierwszy raz usłyszałem na stronie projektu „The Lonely Beat – One Hundred Themes From Naked City” tworzonego przez autora officenaps.com.

Kadr z „The Lost Weekend”

Odpowiedzi: 2 to “Hank Levine & The Blazers – Midnight”

  1. Emi. Says:

    Zachowanie kobiety typowo kobiece – uparcie czeka na coś, co się nie stanie.

  2. niesztuka Says:

    Każdy ma jakieś swoje szaleństwa. Bez tego byłoby nudno :) Czekam na dalszy ciąg opowieści o niezwykłym szaleństwie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: