Piotr Szczepanik – Nigdy Więcej

Listopad 30, 2011

Tomasz miał 60 lat i mieszkał w bloku; szóste piętro, mieszkanie numer 57, trzydzieści osiem metrów kwadratowych – co zsumowane daje sto sześćdziesiąt jeden. Był sto sześćdziesiąty pierwszy dzień pewnego roku, czyli dokładniej – dziesiąty czerwca pewnego roku, chwilę po dniu dziecka, którego Tomasz od dawna nie obchodził.

Tomasz w świetle prawa był emerytowanym bezrobotnym, bo większość życia pracował na czarno. W świetle prawa był też inwalidą i starym kawalerem.

Mieszkanie Tomasza składało się z dwóch niewielkich pokoi, mini-kuchni i mini-łazienki. Był też balkon. Jeden z pokoi był wypełniony książkami, starymi pudełkami i kurzem. W drugim było łóżko, 40-letnia szafa i zdjęcie na ścianie.

Ulubionym zajęciem Tomasza było sterczenie w oknie z lornetką. Nie podglądał sąsiadów, nie wypatrywał na ulicy młodych dziewcząt ani ładnych chłopców. Nic z tych rzeczy. Przeczesywał okolicę szukając wspomnień. Spędził na tym osiedlu dzieciństwo, całkiem szczęśliwe dzieciństwo, na pewno nieproporcjonalnie szczęśliwe do reszty jego życia. Potrafił przez godzinę trzymać spojrzenie zawieszone na jakimś pagórku, wspominając jak chował się kiedyś za nim po okradnięciu spożywczaka z dwóch paczek chipsów. Albo na kortach tenisowych, które kiedyś były boiskiem do piłki nożnej, na którym spędzał całe dnie. Tomasz żył wspomnieniami.

10-tego czerwca postanowił przed kolejnym ‚lornetkowym’ seansem włączyć radio. Zazwyczaj tego nie robił, muzyka często sprawiała, że wspomnienia stawały się ciężkie do przetrawienia. Cięższe niż zwykle. Ale 10-tego czerwca miał wielką ochotę na muzykę.

W popołudniowej audycji Polskiego Radia nadawali stare piosenki. Tomasz trafił na „Nigdy więcej” Piotra Szczepanika. Usiadł.

To było dawno temu, gdy był jeszcze młody. Pracował w kawiarni, jak wielu innych studentów. W wolnych chwilach pochłaniał powieści Faulknera i poezję Whitmana. Był całkiem przystojny, nawet wygadany, ale prowadził życie samotnika. Z wyboru? Tego nie był pewien nawet on sam.

Pewnego wieczoru w jego kawiarni leciał Piotr Szczepanik. Pewnego wieczoru jego kawiarnię odwiedził pewien roztrzepany facet, koło trzydziestki, w pośpiechu wypił dwie szklanki whisky i się ulotnił. Na krześle zostawił kartonowe pudełko. Tomasz schował je pod barem, jakby roztrzepany facet wrócił. Jednak nie wrócił.

Tomasz nie mógł oprzeć się ciekawości i przed wyrzuceniem pudełka postanowił do niego zajrzeć. Zawartość wywarła na nim wielkie wrażenie. Pewnie wywarłaby wielkie wrażenie na każdym młodym chłopaku zaczytującym się w poezji Whitmana. Były w nim wspomnienia – zapewne wszystkie przedmioty, które roztrzepanemu facetowi kojarzyły się z kobietą, którą najwidoczniej stracił. Były tam listy, kolczyki, nawet pudełka po prezerwatywach. I kilka zdjęć. Tomasz nigdy wcześniej nie widział tak pięknej kobiety. Zdjęcia były intymne, ale nie chodziło o nagość. Kipiały napięciem, emocjami, czymś co kiedyś musiało przepływać między roztrzepanym facetem a tą kobietą. Tomasz szybkim ruchem schował jedno z zdjęć do kieszeni, a pudełko wyrzucił do śmieci.

60-letni Tomasz podniósł się i rozejrzał po pokoju. Potrzebował kilku sekund by wrócić do siebie, do dnia dzisiejszego. Podszedł do ściany i ściągnął z niej zdjęcie. Wyłączył radio. Przeklął pod nosem. Wiedział, że to był zły pomysł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: