Frankie Avalon – Venus

Wrzesień 18, 2011

Niedziela, czas odpoczynku. Wstałem i błogo, zdecydowanie prawą nogą. Lekko otępiały po przespaniu zdecydowanie zbyt wielu godzin, ale i szczęśliwy. Pani Wspaniała zrobiła kawę dobrą jak nigdy, słodzoną miodem.

Nawet słońca trochę jest, miło z jego strony, że się pokazało dzisiaj. Aczkolwiek nie powinienem dziś wychodzić na żadne wycieczki, przynajmniej nie na zbyt długie wycieczki. Póki co wyszedłem do marketu (bo bazarek niestety w niedziele nie funkcjonuję, co jest jedną z nielicznych wad niedzieli) i od razu się zgubiłem szukając czegoś na śniadanie. 40 minut spędzonych na poszukiwaniu świeżych pomidorów i szczypiorka to zdecydowanie zbyt długo. Te wszystkie długie regały, dziesiątki zbędnych towarów, zaspani ludzie… Nie lubię marketów w niedzielę. Chyba generalnie nie lubię marketów. Nie mogę się w nich odnaleźć. Zdecydowanie wolę stragany. Stragany z świeżymi warzywami. Stragany z ciepłym i chrupiącym pieczywem. Stragany z ziarnami słonecznika i pestkami dyni.

W każdym razie marketowy koszmar już za mną. Śniadanie też już za mną. Wyłożyłem się w fotelu, popijam kawę nr 2, słucham „Venus” Avalona i jest mi tak dobrze, że nawet nie wiem jak to opisać. Chórek „UuuuuUUuu” roznosi się echem wewnątrz mojej głowy. Mam dreszcze przyjemności. Czas poczuł się zapomniany. Niedziele są piękne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: