Frank D’Rone – Everything Happens to Me

Luty 25, 2011

Ten kawałek śpiewał nawet Chet Baker – mój bóg. Ale Cheta tu już było sporo, a wykonaniu Franka D’Rone nie mam nic do zarzucenia.

Męski całkiem. Ludzki całkiem. Nie? Ile razy ja tak myślałem… niezliczoną ilość. „Everything happens to me” to trochę leżenie i palenie papierosa, rozmarzone spojrzenie skierowane gdzieś w górę, przenikające sufit (bądź po prostu go nie zauważające) – wspominanie, gdybanie, kontemplowanie emocji, trawienie przeżyć sprzed kilku godzin, bądź dni.

I guess I’m just a fool, who never looks before he jumps.
Everything happens to me.

Tak, identyfikuje się z tym głupcem pozbawionym zdolności kierowania się rozsądkiem. Ale wszystko ma dwie strony. Everything – czyli nie tylko to co najgorsze, ale też to co najlepsze. Gdyby nie to, że mam sparaliżowany ośrodek logicznego myślenia w głowie, gdyby nie to, że przed niektórymi rzeczami nie jest mnie w stanie powstrzymać bagaż negatywnych doświadczeń, to pewnie teraz nie miałbym o kim myśleć gapiąc się w sufit, paląc papierosa. Słucham sobie starych piosenek i daje się ponieść, poddaje się impulsom, nie lubię kalkulacji.

To tyle, tak krótko dzisiaj. Miłego słuchania.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: