Benny Goodman/Peggy Lee – Blues In The Night

Styczeń 9, 2011

Lubię odkrycia. Bardzo się cieszę, że parę nocy temu, jadąc samochodem, odkryłem Radio Nostalgia, które, jak już zdążyłem się dowiedzieć, od niedawna nadaje w Warszawie między północą a dwunastą w południe. Radio Nostalgia jest cudowne, żadnych reklam, w ogóle żadnych przerw w muzyce poza krótkim jinglem raz na pół godziny, dużo dobrych starych piosenek, klimat. Jedyne co mi przeszkadzało, to lekka nierówność, chwiejność – przygnębiający kawałek zaraz po pogodnym, szybki po wolnym, kawałek o miłości zaraz po kawałku o cierpieniu i ulotności wszystkiego… Nie chciałbym słuchać tego radia będąc kobietą w środku PMS’u. Ale poza tym jest cudowne! Marzy mi się audycja o starych piosenkach w Nostalgii, jednak zdobycie jakiegokolwiek kontaktu do osób które się tym radiem zajmują, graniczy z cudem. Zero informacji, null, w ogóle nie wiadomo kto to robi. Ktoś trafnie skomentował, że dobrą nazwą byłoby też Radio Anonim, bo informacji o nim jest tak mało, że byłbym skłonny uwierzyć, że sygnał nadają jacyś przyjaciele z kosmosu albo duchy z statku widmo. Cóż, zapału mi nie brakuje, lepsze takie wyzwanie niż żadne, w końcu dorwę tych ludzi!

Przechodząc do „Blues in the night”…

Kończy się ostatni z czterech dni wolnych, które planowałem zagospodarować jakimiś dobrymi uczynkami, pożytecznymi czynami, samorozwojem, medytacją i odpoczynkiem. No cóż, wyszło jak zawsze. Orgia lenistwa i mnogość fantasmagorii, niewygodny seks w jednoosobowym łóżku i rozwiązywanie nieistotnych problemów egzystencjalnych, wszystko to obrazujące głębię emocjonalną na poziomie pierwszej – no, może trzeciej – klasy szkoły podstawowej. Życie beja już mnie nie zadowala, ale ciężar przyzwyczajenia przytłacza.

Dziś z zwyczajowego otępienia wyrwała mnie Peggy Lee i choć do żwawych ta piosenka nie należy, to w jakiś cudowny sposób „Blues in the night” sprawiło, że wziąłem się w garść i zacząłem czytać – o „Trenach” Kochanowskiego, o retoryce opisowej, o tropach… takie tam polonistyczne pierdolazy, o których staram się zacząć myśleć inaczej, niż jako o pierdolazach. Kontynuując – dzięki tej klimatycznej kompozycji udało mi się zmniejszyć wymiar kary – poniedziałkowych wyrzutów sumienia – o jakąś godzinę zamartwiania i dwie książki. Miło.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: