Ricky Nelson – Lonesome Town (+ cover by Holly Golightly)

Grudzień 2, 2010

Myślałem sobie, że skoro tak zimno i w ogóle, to wrzucę coś rozgrzewającego i wprawiającego w dobry humor. Nie udało mi się jednak. Śnieg wygrał, podkręcił wszystkie moje sentymentalno-melancholijne mechanizmy, wrzucił mnie w wir wspomnień i iluzji, wynajął mi pokój w Lonesome Town.

Słucham na zmianę wykonania Nelsona i Golightly (odpowiedzialnej między innymi za dwa świetne kawałki z „Broken Flowers” Jarmuscha). Może zacznę od tego, co ze mną robi Ricky Nelson, czyli od lepszej części moich myśli.

To „Lonesome Town” wzrusza mnie, ale i podnosi jakoś na duchu, wprawia w lekko świąteczny nastrój. Jest urocze, słodka twarz Nelsona z jednej strony wyraża smutek i tęsknotę, z drugiej jednak, patrząc na nią mam wrażenie, że ktoś na niego czeka gdzieś w ciepłym mieszkaniu, z pyszną kolacją, świecami, uśmiechami, przytuleniami. Przez to nie identyfikuje się z nim do końca, co nie zmienia faktu, że uwielbiam to wykonanie. Taki rodzaj kokieterii bardzo mi odpowiada.

Przejdźmy teraz do Holly. To już zupełnie co innego.

Jej „Lonesome Town” trochę mnie boli, a to dlatego, że trafia w samo sedno. Gdyby moje emocje umiały śpiewać, miałyby na pewno ten głos i śpiewałyby tę piosenkę w taki sposób. Nonszalancja wyrażająca rezygnację, uczucie samotności tak silne, że aż śmieszne, przygnębienie jako chleb powszedni, wszystko razem jakieś absurdalne, nierealne, niepoważne, nie szukające współczucia tylko ulgi, pozbawione szacunku do samego siebie, naigrywające się (też z samego siebie).

Takie plucie pod wiatr z uśmiechem na twarzy, nie wiem czy rozumiecie.

„Jestem taki samotny, od tak dawna, no cóż, chujowo, ale co zrobić, taki już ze mnie inwalida. Spróbować coś zrobić? No przecież próbuje. A w ogóle to po co próbować, lepiej sobie pośpiewać. Im going down to Lonesome Town la la la. Taki ze mnie śmieszno-smutny pajacyk. Podoba Ci się to? To dziwne, ale nie będę się kłócił, radzę Ci tylko – nie idź ze mną do łóżka i nie spodziewaj się, że jestem na tyle silny, by Cię samemu spławić. No i poszłaś. No cóż, teraz musimy się pożegnać, bo widzisz, jestem zepsuty i czuję się chujowo. Tylko nie mów do mnie brzydko, i bez tego mam dość wyrzutów sumienia. Teraz zamknę za Tobą drzwi i puszczę tą przygnębiającą piosenkę i zapalę papierosa i znów poużalam się trochę. Wczuję się w swoją rolę Pana Egoisty i Lenia, dorobię do tego jakąś ideologie, bym potrafił wytrzymać sam ze sobą, połudzę się chwilę, że kiedyś nauczę się kochać i że to kiedyś będzie niedługo. Postanowię sobie, że koniec takich spotkań i wytrwam w postanowieniu tydzień. Potem znów spotkam Ciebie, albo jakąś inną Ciebie i opowiem Ci to samo co za każdym razem, zaciągnę Cię pod tę samą kołdrę, nawet nie upraną od ostatniego razu i po wszystkim, czyli po seksie pozbawionym emocji, będę sypał te same głodne kawałki o tym jaki to dziwny i ułomny jestem i że muszę zostać sam. Chyba, że nawet na to nie będę miał sił, wtedy powiem, że zaraz muszę wyjść do pracy, a wcześniej wysprzątać mieszanie i że wcale Cię nie wyganiam, ale nie chcę żebyś się nudziła i tak dalej, no i generalnie to wyjdź już.”

Chyba się uzewnętrzniłem. Ładna piosenka. Fin.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: