Grace Jones – Libertango

Wrzesień 14, 2010

Radio mi dziś przypomniało o tym kawałku, gdy leżałem chory i czułem się jak stary kapeć. Od razu chwyciłem za laptopa i wklepałem „Libertango” na Youtube. Zacząłem oglądać teledysk. Jeden raz, drugi raz, trzeci raz. Po dziesiątym razie poczułem, że mam w sobie wystarczająco energii by wziąć prysznic, ubrać się i wyjść do kawiarni. Grace Jones mnie uzdrowiła. Przynajmniej chwilowo.

Jest w tym kawałku coś tak namiętnego, że aż ciarki przechodzą. Że też jeszcze nigdy nie pomyślałem o tym, by uprawiać przy nim seks. Gdyby ktoś mnie dzisiaj zapytał, jak według mnie wygląda idealny romans, odpowiedziałbym, że nie wiem, ale na pewno w tle leci „Libertango”.

Miasto nocą, brudne ulice, chłód, pajęczyna knajp podstępnie przyciągających przechodniów,  grzechy na wyciągnięcie ręki, kuszenie za każdym rogiem, coś dla pań i coś dla panów, coś dla każdego. Żyć nie umierać.

Dobra, wracam do mieszkania, bo choroba zaczyna kontrować. Możliwe, że jutro nie będę zdolny do pisania. Ale do czwartku postaram się wyleczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: