Tropicombos – ?

Sierpień 25, 2010

Meksykański oldies. Wspominam przy nim Barcelonę. Mieszkałem tam w 5-piętrowej kamienicy na której dach bardzo lubiłem się wdzierać.

Słońce zachodzi. W zasadzie to już kończy zachodzić. Leżę na plecach, przy samej barierce. W dole widzę światełka – trochę lamp pozapalanych w mieszkaniach, trochę ulicznych latarni, trochę neonów… Jest mi dobrze. Myślę o dziewczynie z którą się dzisiaj umówiłem. Poznałem ją w szkole językowej. Powinna być tu za godzinę. Jest urocza, nieśmiała i błyskotliwa. Cieszę się, że spędzę z nią wieczór. Niecierpliwie się trochę. Wyciągam z torby „Grę w klasy” i czytam. Jest akurat coś o namiętności. Nie mogę się skupić. Odkładam książkę. Oddycham głęboko, powoli. Delektuje się wakacjami.

Dzień później. Spotkałem na ulicy przyjaciela z Warszawy. Akurat podróżuje po Europie i zatrzymał się na trzy dni w Barcelonie. Zaprowadziłem go na dach. Trochę leżeliśmy i wspominaliśmy, trochę leżeliśmy i snuliśmy, trochę się opalaliśmy, potem postanowiliśmy pozwiedzać barcelońskie dachy. Wspinanie – skakanie – wspinanie – skakanie. Trochę jak w filmie, tylko że wolniej i niżej. Ktoś miał na dachu ustawiony stolik, krzesełka, donice z pięknymi kwiatami. W jednej z donic była ręka manekina. Na stoliku była kadzidelnica. Z łupem wróciliśmy na dach wyjściowy.

Śmiałem się i serce biło mi szybko. Miło wspominam ten wyjazd.

Tropicombos – nazwy utworu niestety nie znam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: